Zatwardzenie

Ostrzegam. Osoby delikatne powinny przestać czytać w tym momencie. Będzie o wydalaniu. Czyli o tym o czym się nie mówi a nawet niby nie robi. Nie chodzi o załatwianie tych spraw w domu bo to banał. Ale, jak sobie z tym radzić poza domem? Mało dziś dialogu w moim felietonie, ale mowa o dość samotnym przeżyciu. Nikt nie trzyma za rękę, nikt słowa otuchy nie powie, a czasem jest naprawdę ciężko. Zawsze jesteś z tym sam. Centrum handlowe.

  • Aniu, muszę na chwilkę zajść w pewne miejsce, nie czekaj na mnie idź do tego sklepiku z pościelą, w którym mi się zawsze spać chce. Znajdę Cię

Pojawiają się naciski z dołu i stajemy przed ścianą kabin i pisuarów. Czasem nie ma wyboru, bo wszystkie pisuary zajęte, jak w jakiś lany poniedziałek. Ale jeśli jest wybór to co wybiera facet?. Ci z dużą pewnością siebie, przebojowi, charyzmatyczni walą do pisuarów. Ci z rozbieganym wzrokiem, zakompleksieni z prowincji walą do kabin. Ja walę do kabiny. Oczywiście mówiąc „walę” mam na myśli „idę”. Dlaczego wybieram kabinę? To jednak namiastka intymności, mała prywatna przestrzeń, coś jak samochód. Nie chodzi o to, że załatwiam się do samochodu, to luźne porównanie. Ostatnio zauważyłem, że w często odwiedzanych miejscach zawsze wchodzę do tej samej kabiny, to jak miejsce przy stole, raz siadłem to już zawsze tu siadam, macie tak? W kabinie najpierw ocena sytuacji. Nie jest źle. Żadnych mokrych plam i jest papier. Decyzja, czy na Małysza bezdotykowo? Czy wyścielanie deski? Po wczorajszym Małyszu jeszcze mam zakwasy, więc wyścielanie. Pół roli papieru poszło, siadam jak król. Teraz jest moment nasłuchiwania. Chodzi o sąsiadów, czy są i zakreślenie w wyobraźni małego rysu charakterologicznego. Określenie ekspresji sąsiadów jest ważne do podjęcia decyzji, czy załatwiam sprawę głośno jak leci, czy na milczka bezgłośnie. Sąsiedzi są. Po obydwu stronach za pięciomilimetrową dyktą. Dziwne uczucie, że na dwóch metrach kwadratowych siedzi obok siebie trzech facetów robiąc… to. Po prawej leci na milczka. To rozwiązanie wbrew pozorom szybkie. Sam proces jest długi, bo trzeba uważać aby nie wydobył się żaden dźwięk, ale zaraz potem zwyczajnie wychodzisz i po sprawie. Ten z lewej leci na grubo. Dźwięków jest sporo. Niektóre nowatorskie, dotąd nie sądziłem że może je wydać człowiek czymkolwiek. Wybrał metodę przyczajenia. Polega ona na tym, że w kabinie nie szczypiesz się z niczym, hałasujesz na całego. Możesz nawet dodatkowo chrząkać, stękać czy pogwizdywać. Ale uwaga! Po procesie czekasz aż wszyscy którzy to słyszeli wyjdą przed tobą. Robisz swoje, ubierasz spodnie i nasłuchujesz, jak wychodzą po kolei z wszystkich kabin. W momencie, gdy na muszlach siedzi już druga zmiana, która nie słyszała Twoich odgłosów, możesz wyjść bez obaw, że ktoś spojrzy ci w oczy myśląc

  • To on…

Problem z systemem na przyczajonego jest wtedy, gdy dwóch na raz wybierze ta metodę i obaj czekają aż wszyscy wyjdą. Mogą spędzić w tym przypadku w toalecie długie godziny. Jest też trzecia metoda, tak zwana naturalna. Wchodzi się do kabiny, robi wszystko bezmyślnie, naturalnie. Od razu wychodzi, nawet mycie rąk przy tej metodzie nie jest niezbędne i udawanie, że suszarki do rąk to skuteczny wynalazek. Robi się swoje i wychodzi tak, jakby wszystko miało się w dupie, choć wiadomo, że już nic w niej nie ma. Ja najczęściej wybieram milczka. Z latami doszedłem już do niejakiej wprawy w tamowaniu dźwięków. Oczywiście czasem coś się wymsknie, ale wtedy od razu uruchamiam tryb maskowania. Polega na przykryciu niepożądanego dźwięku kaszlnięciem, szurnięciem nogą itp. W wersji zaawansowanej z przyrządem, można upuścić gazetę lub potrącić nogą szczotkę. Szczotka to takie coś z białą rączką i brązową resztą stojące przy muszli. Metoda na milczka jest bardziej stresująca od innych, prawdziwa kuźnia charakteru. Siedzisz i milczysz a tu pod drzwiami pojawia się i znika mop. Czasem wręcz musisz nogi podnosić. Siedzisz bez majtek robiąc - co tu dużo mówić - rzecz, z której nie jestem najdumniejszy jako Homo Sapiens a od pani z mopem dzieli cię centymetr drzwi. Mop wślizguje się zamaszyście, jakby sprzątaczka chciał cię wymieść z toalety. Przecież wie, że tu siedzę. Nie może teraz gdzieś indziej z tym mopem…
Niekiedy uda się przyłapać wzrokiem gościa od metody naturalnej. Słyszę obok wszystkie możliwe głosy niosące się w cudownej akustyce toalet. Wychodzicie razem. Patrzę gość w krawacie, odprasowany, wypucowany, perfuma, brylantyna. W życiu bym nie powiedział, że to taka świnia. Zaraz się okaże, że i moja żona Ania się załatwia, takie odkrycie to pewna trauma do końca życia. Myjesz z gościem w krawacie ręce stojąc ramię w ramię, wszyscy udają, że to przed chwilą w kabinie nie miało miejsca. Przed chwilą powietrze aż furczało, a teraz uśmiecha się do mnie znad wykrochmalonego kołnierzyka i ą… ę… Nawet wody nie spuścił w kiblu.
Z wodą to osobny problem, czasem jej nie ma! Wyobrażacie sobie? Muszla pełna a woda nie leci. I teraz nie wiadomo, czy ktoś czeka w kolejce pod drzwiami czy nie. Jak nie czeka to jakoś chyłkiem się wyślizgnę, ale jak czeka? Wejdzie, zobaczy i wyjdzie a ja tam jeszcze będę ręce mył. To są poważne przeżycia, takie coś może zostawić ślad w psychice i mojej i tego gościa. Ale odwrotność jest jeszcze gorsza. Czyli, że jest woda ale za dużo. Naciskasz i leci ale nie przestaje lecieć. Zacina, napełnia po brzeg i zaraz zacznie wylewać. A jak pod drzwiami ktoś czeka? Woda już wypływa i to nie sama woda ale „to” też. Co robić !!! Dreszcz mnie przeszedł, chociaż siedzę teraz wygodnie na kanapie i pisze. Ale sama myśl jest przerażająca. Kończę bo ręce mi drą. Sranie to jednak temat do dupy jest.

Zatwardzenie
Udostępnij