Zakupy

- Bo inni mężowie to jeżdżą z żonami do sklepu

- Ja też jeżdżę…

- Tak do spożywczego. Tu chodzi o Szczecin, Koszalin, Poznań, centra handlowe a nie Biedronkę. Już nie mam w czym chodzić a u nas nic nie ma.

No tak, czym więcej sklepów, tym bardziej nic nie ma. Te wyjazdy do centrów handlowych to dla każdego faceta istny koniec świata. Cały dzień łażenia od wieszaka do wieszaka.

- I co? Dobrze leży? Pasuje mi?

- Kochanie jest idealnie.

- Tylko tak mówisz, żebym się odczepiła, nawet nie spojrzałeś.

- Ależ patrzę z każdej strony, leży świetnie, bierz to.

- Bierz to, a potem szafy zawalone, bo nie noszę. Z tobą takie kupowanie na siłę. Przecież widzę, że ciągnie z boku i się fałda robi. Ty to byś mnie tak ubrał na pośmiewisko.

I odwiesza ciuch na miejsce. To po cholerę pyta? Są też inne wersje rozmów, bo próbuję jakoś wstrzelić się z odpowiedzią.

- I co? Jak leży?

- Kolor Ci nie pasuje, chyba weź inną.

Nazywam to budowaniem wiarygodności. Jeśli kilka razy powiem, że coś źle leży to wzrasta wiara w mój osąd. Jako, że nie znam się na ciuchach strzelam na chybił trafił.

- No to wisi na tobie, jak na beczce… znaczy tyczce. Za szczupła jesteś na tą kieckę, kompletnie nie pasuje.

To taka wyższa szkoła jazdy, czyli opinia z przemyconym komplementem, genialne.

- Co ty mówisz, przecież leży świetnie. Jak w końcu coś znalazłam to ci się nie podoba.

- Wiesz, jak tak dłużej patrzę to faktycznie Ci pasuje. Jakoś tak stałaś krzywo to miałem błędne wrażenie w tym świetle. Jak teraz patrzę to naprawdę, jak na Ciebie szyte.

- Tak tylko mówisz, żeby mi przykro nie było. Mówiłeś, że brzydko mi w tym.

- Ale się zmieniłem, jestem innym człowiekiem, teraz widzę że ładnie.

- Kłamiesz, szkoda bo mi się podobało.

I na wieszak. Pięć godzin łażenia po sklepie i nic nie kupione. Przymierzone całe stosy, wydane dziesiątki ocen i werdyktów ale ani złotówki.

- Ty to mi nigdy nic nie doradzisz, inni mężowie to podpowiedzą żonie co się im podoba.

- To zielone mi się podoba. Kup sobie to zielone coś

- Zwariowałeś? Starą babę chcesz ze mnie zrobić? Ty to po mamie chyba masz ten gust. Ładnie bym wyglądała w tym zielonym worku.

W holu centrum handlowego stoją ławki. Wszystkie zajęte przez facetów z torbami. Zmęczenie materiału. Torby świadczą o tym, że zakupy trwają już wiele godzin. Kobieta zanim coś kupi to musi przymierzyć sto ciuchów w stu sklepach. Jednak, gdy w torbie już coś jest, odzywają się w paniach ludzkie odruchy.

- Siądź sobie na ławce poczekaj. Ja wejdę tu jeszcze na chwilę, i tak nie można polegać na twojej opinii.

I siedzą goście z kamiennymi twarzami z wzrokiem wlepionym w ziemię. Jeszcze trochę, jeszcze trochę, zdążę na wieczorny mecz.

- Fajną kupiłam bluzkę, tą co cię tak zauroczyła, nie pamiętasz? Ta co wyglądała na mnie lepiej niż na manekinie. Dobrze, że mnie namówiłeś. Tylko do czego ja ją włożę. Te parę spódnic spranych co mam to kompletnie nie pasują do tej bluzki i butów żadnych nie mam.

- No jakieś buty masz…

- Tylko te wyszarpane z noskami, ale to już wstyd nosić takie starocie. Jak ty nic nie rozumiesz… Sam to się nie ubierzesz w byle co.

- To kup jakąś spódnicę i buty

- Ty to byś wszystkie pieniądze wydał w jeden dzień. Myślisz, że ja tu znajdę spódnicę, chociaż tam za rogiem coś widziałam. Jak już tak namawiasz to zerknę.

- Może byśmy usiedli gdzieś coś zjeść?

- Tylko wejdziesz do sklepu i już od razu głodny jesteś, spal najpierw trochę kalorii

- My tu już pięć godzin łazimy…

- Wiesz to przykre, pojedziesz z żoną raz na pół roku do sklepu i nasłucham się tyle marudzenia, że mi się już wszystkiego odechciewa. Siadaj na ławkę i siedź ja zobaczę tylko te spódnice i tam jeszcze takie poduszki ładne widziałam i świece i zaraz pójdziemy do KFC. Na razie lizaka sobie kup jakiegoś czy coś, zaraz przyjdę.

Ciumciam lizaka i jestem pełen podziwu dla kobiet za to, że są w stanie w przymierzalniach tyle razy wszystko z siebie zrzucać i zakładać. Ehh, żeby w sypialni były takie chętne do rozbierania. Ja już po dwóch przymiarkach jestem spocony jak pies i wycieńczony, jak kot. Czy odwrotnie. A może to całkiem nie te zwierzęta.... Wychodzę w za dużych spodniach, za ciasnej koszuli i wielkim swetrze. A ekspedientka, jakby zobaczyła Brada Pitta.

- Świetnie leży, a jak wyszczupla, jak odmładza. Pan żonaty czy wolny? Oj, żebym nie miała chłopaka. Jak się pan tak skurczy, przykurczy to w ogóle brzuszka nie widać

W tym swetrze to całego mnie nie widać, dwóch takich by się w nim zmieściło, ale po zachwytach ekspedientki, pojawia się błogość wiary we własną przystojność, już chcę lecieć do kasy.

- Żona pana nie pozna, tak pan odmłodniał, fit i Pitt w jednym. Jak to dobrane ubranie dodaje mężczyźnie uroku.

Och, dobrze się tego słucha, gdzie ta kasa? Nie ma kasy, pojawia się żona Ania.

- Boże Krzysztof, jak ty wyglądasz w tym chałacie, jak dziad. Bęben schowaj. Tu nie ma takich rozmiarów na twój brzuch. Ściągaj to bo patrzeć nie można.

A gdzie ekspedientka? Na pewno zaprzeczy, przekona. Ale Ona jest już zachwycona przy innym facecie, takim bez żony, u mnie już nic nie zarobi. Po całym dniu z zakwasami siedzę w sypialni i przerabiam wszystko od nowa. Nazywam to mierzeniem wtórnym. Lustro i przymierzanie kupionej bluzki w zestawieniu z wszystkim co jest w domu. Oczywiście pytania czy z tym pasuje a z tamtym nie. W dodatku każdą swoją ocenę muszę wiarygodnie uzasadniać. Lecę schematem. Budowanie wiarygodności. Dwa razy nie pasuje, pięć razy pasuje, dwa nie pasuje, pięć pasuje. Doszedłem do tych proporcji po latach współżycia małżeńskiego. Koniec dnia. Boże muszę do pracy odpocząć. Dlaczego żony nie jeżdżą do sklepów z koleżankami. Obie by miały przyjemność.

- A wiesz, że taka koleżanka to potrafi źle doradzić, żebym wyglądała jak idiotka? Rozumiesz?

Nie, nie rozumiem. Ale nie muszę, pewne rzeczy przyjmuję bez dyskusji. Oko mi się klei zaraz zasnę. Następna eskapada do centrum handlowego dopiero za jakiś czas. Odwaliłem swoje póki co. Prawie zasypiam. Żona Ania wierci się z boku na bok.

- A wiesz… Mogłam jednak kupić to zielone co mi odradziłeś...

- Chyba doradziłem...

- ...Teraz tak myślę, że by mi pasowało do tego niebieskiego. Szkoda, że nie wzięłam. Ty to tak mnie zdominujesz, że jak Ci się nie podoba to już nie kupię a przecież możemy mieś inny gust. Zwłaszcza, że ty to po mamie masz…

Zakupy
Udostępnij