Klucz do przetrwania

- Krzysztof, tyle razy Cię prosiłam, odkładaj klucze na miejsce

- Co?

- Głuchy jesteś? Zawsze, gdy cię o coś poprosić to głuchniesz

Miła prawda? Głuchnę. A Ona ślepnie, bo kluczy znaleźć nie może. Ale nie powiem jej tego. Nie, nie ze strachu, tylko z kultury wrodzonej, wpojonej. Bo ja kulturę mam, w odróżnieniu...

- Klucze leżą, jak wół na kominku

- A ich miejsce w przedpokoju na półce

Ciekawe skąd wie, gdzie klucze miejsce mają. Pytała je czy co? Na wszystko sama miejsca powyznacza według swego widzi mi się. A potem konsekwencje chce wyciągać.

- A dlaczego niby w przedpokoju mają leżeć? A kto tak ustalił?

- Ja

- A ja ustalam, że na kominku

- Ty codziennie inne miejsce na klucze ustalasz i dlatego nigdy ich znaleźć nie można

Że te kobiety pochwalić nie potrafią, pogłaskać. Kiedyś tak, ale po latach ta umiejętność u Nich zanika, się kończy. Kiedyś owszem. Przed ślubem i po nim troszkę, odrobinę. A potem tylko pretensje i żale. Nie, żeby chwalić nie umiała, bo innych chwalić potrafi.

- Beaty mąż wszystkie klucze w specjalnym pudełeczku trzyma, które sam zrobił z surowców wtórnych

Trzymajcie mnie, bohater się znalazł. Aż się rzygać chce, pulę surowców wtórnych zwiększając. Ekolog pieprzony. Pudełeczko zrobił, geniusz. I kto to w ogóle jest? Nawet nie wiem o jaką Beatę chodzi

- I rowerem jeżdżą codziennie na romantyczne przejażdżki

Przejażdżki. W Harlekinie bez wątpienia wyczytała. Kto dziś tak mówi? Jadą pewno na złamanie karku żeby kilogramy zrzucić. Spocą, zasapią, zasmarkają romantycznie. Jeszcze się na krowim placku wywrócą, twarz podrapią. Pokłócą się, wyzwą. Że za wolno jedzie, że za szybko. Że w lewo nie w prawo, że za daleko, za blisko. Wrócą ubłoceni, styrani i jeszcze obrażeni na siebie. Taka jest rzeczywistość „romantycznych  przejażdżek”... gdy my jedziemy. Ale u męża Beaty inaczej wszystko widzi. Niech Beaty spyta a nie na wizji swej się opiera pokolorowanej. Pewno u Beaty ja gwiazdą będę a jej mąż do bani. Bo zawsze cudzy mąż doskonały.

- Też z Tobą przecież jeżdżę

- Raz w roku

Bo pracuję od rana do nocy, żeby kasę beztroską miała a Ona przejażdżki woli. Ciekawe za co wtedy rowery kupić zdoła.

- I zarabia bardzo dobrze ten mąż Beaty, niczego Beacie nie żałuje, funduje. I na wszystko czas znaleźć potrafi

Tak i pewno jeszcze staruszki przez jezdnię przeprowadza. Jak to  potrafi obcych facetów chwalić, gloryfikować. Ale na mnie patrzy z politowaniem, jakąś niewymowną rozpaczą podszytym.

- A ty co... ?

Pytanie chyba retoryczne. I słychać, że „ty” z małej litery wypowiedziane, banalnością przepełnione. Na odpowiedź nie czeka, na inne rzeczy narzeka.

- Nie wstawiaj do lodówki pustych butelek

- Nie jest pusta...

- Dno ledwo zakryte. Zostawiasz łyk, żeby butelki do garażu nie wynosić. Myślisz, że ja wyniosę?

- No wiesz....

- Wiem, wiem. Po soku karton to samo. I papierki też po czekoladach z jedną kostką zostawioną się walają. Jedno ciastko w opakowaniu leży, nie wyrzucisz

Tak nadaje o swoim facecie. Może nie kończyć, tyle ma do obwieszczenia. Ale o jakimś Gienku czy Zenku, mężu Basi czy Kasi  zgoła inna śpiewka

- Kupił jej sukienkę czerwoną. Sam wybrał. Cudna.

- Też Ci kupowałem

- I wszystkie musiałam oddać, nic gustu nie masz. A ta czerwona cudo, piękne udo

- Mówiłaś przed ślubem, że mamy gust identyczny

- Zmieniłeś się Krzysztof

Trzymajcie mnie. Ja się zmieniłem. W lustro niech popatrzy. Gdzie ten włos rozpuszczony bez opamiętania? Dziś jakaś rzeźba na głowie wykuta, walkami do pozy przyzwyczajona

- Nie dotykaj mnie bo fryzurę zburzysz

Gdzie ta buzia beztroska, uśmiechnięta? Dziś w tym miejscu całkiem nowa twarz kosmetykami narysowana. Gdzie ten wzrok promienny, rozkochany. Dziś gromy w oczach i zniecierpliwienie.

- To ja się zmieniłem?

- Tak bo gdzie twój włos rozwiany? Dziś glaca błyszcząca, łysa. Gdzie  mięśnie? Dziś brzuch sterczący ponad miarę, przelany. Gdzie wzrok pełen pożądania? Dziś oczy przekrwione telewizją po nocy.

Zmieniamy się i chyba nie na lepsze. I oboje raczej. I na zewnątrz i w środku trochę. I zawsze znajdzie się jakaś piękna Beata z przystojnym mężem, przy których my szans mieć nie będziemy. Jak zdzierżyć wspólne lat dziesiątki? Gdzie każde smarknięcie coraz głośniej słychać, każdy oddech zdaje się kłuć w uszy nieznośnie. Gdzie każda wada po stokroć wyraźniejsza się robi, zmarszczka głębsza. Jak uchronić nas dla siebie ?

- Aniu...  niech będzie, zaniosę te klucze do przedpokoju. A jutro zrobię pudełeczko, mam trochę sklejki... I butelki wyniosę... przepraszam

- Nie rób Krzysztof. To jego pudełeczko idiotycznie wygląda. Jeśli chcesz to zróbmy stałe miejsce na klucze na kominku. W sumie masz rację, to będzie dobre miejsce

- Aniu... staram się

- Wiem. A Beata z tym swoim się rozwodzą

Klucz do przetrwania
Udostępnij