Malutki

- Tato!

- Co takiego?

- Bo ja nie wiem...

- Pytaj Adaś, tata Ci powie, tata wszystko wie

- Skąd ja się wziąłem? Skąd się dzieci biorą?

No masz, to już? Cholera i co ja mam odpowiedzieć? O mecz nie może spytać? Albo, jak samochód działa?

- No... mama Cię urodziła

- Jak urodziła?

Kur... jak urodziła. Co ja mam jakiś opis robić, rozrysować? Każda  odpowiedź zrodzi dwa pytania nowe, nietypowe. Aż mnie głowa rozbolała. A  żeby żonę wtedy bolała to i pytań dziś nie miałby kto zadawać. Zawsze Ją boli nie wtedy co trzeba. Jakież to młode pokolenie chłonne wiedzy rośnie. Jak dziecku opisać, zobrazować narodziny. Toż to dorosły chłop  ledwo rozumie. Jak urodziła?

- W szpitalu...

- Ale jak?

Srak! Żeby to nie mój syn był, to bym kopnął w dupę, jak nikt nie patrzy. Ale to mój pierworodny... raczej.

- Z mamy brzuszka Cię wyjęli...

I tu doznałem olśnienia. Już wiem jak wybrnąć. Nabrałem powietrza i wymówiłem zaklęcie

- Mamy musisz spytać!

- Mama mówiła, żebym ciebie spytał

Aaa! To tak się sprawy mają. Spisek, świnia podłożona. A tak się mądrzy. Krzysztof tak się nie robi, Krzysztof a inaczej, a źle. A dziecku prostej sprawy wyjaśnić nie potrafi.

- Normalnie mama pomyślała z tatusiem, że chcą mieć Adasia i urodziła.

- Tak z myślenia?

Przecież nie powiem, że wręcz przeciwnie, bezmyślnie i bez zastanowienia. Chwila zapomnienia i oto jest Adam. Nie wiem czy nawet śladowy proces myślenia do tego potrzebny. Po kim ten Adam taki upierdliwy, drążący.

- No... przytulił tata mamę i wtedy się w brzuszku dzidziuś pojawia

- A jak ja w przedszkolu przytulam Bożenkę?

Cholera Bożenkę przytula. Co to za przedszkole? Co tam się wyprawia? Może jeszcze śpią ze sobą na leżakowaniu. W przedszkolu właśnie powinni tłumaczyć skąd dzieci się biorą. Mają tam jakieś książki, pomoce naukowe. A ja co? Na wibratorze mam tłumaczyć? Szkolnictwo niby rozwinięte a na rodziców się zwala. Na ojca właściwie. Żona w pracy sobie siedzi beztrosko. Najlepiej urodzić i do pracy sobie pójść. A ja teraz muszę durnia z siebie robić stojąc przed dzieckiem z łbem spuszczonym. Jak w podstawówce wezwany do odpowiedzi gdy nic nie umiem. Dzieciak ledwo od ziemi odrasta a ja chłop stary jąkam się i pocę.

- Ale to dorośli muszą się przytulać

- A czemu?

Szlag by to trafił. Czemu? Co ja mam niby powiedzieć? Nikt nie uczy jak wdrażać dziecko w takie arkana. O zwierzątkach tłumaczyć? Pszczółkach?

- Nie mówi się czemu

- A czemu?

Przecież nie będę o bocianach opowiadał, czy o kapuście. Nowoczesny rodzic jestem... Być miałem. A co mnie starzy mówili? Nic nie mówili, bo nie pytałem. Klocki składałem a nie myśli w pytania. Zwykłym głupkiem z palcem w nosie byłem, jak się należy w tym wieku. Co to za różnica skąd  się wziął? Nie może spytać czy mu loda kupię? Lodem dziób zapcha to i  pytać przestanie. Ale nie chce loda, choć temat od loda nie aż tak odległy.

- A co Cię tak Adasiu nagle zainteresowało skąd się biorą dzieci?

- Bo Bożenka mówiła, że dziecko jest, jak tata mamę w pupę pocałuje.

Ja pier.... co to za tekst? No ja muszę pójść do tego przedszkola. To się w głowie nie mieści co się tam dzieje. I co to za Bożenka? Nie garowała przypadkiem kilka lat w tej samej grupie? Czy ja w swoim przedszkolu o takich rzeczach rozmawiałem z innymi dziećmi? Co za czasy. Jak dziecku nagle wyjaśnić, że siusiak nie do siusiania służy.

- Tata mamę w pupę...?

Powtórzyłem jak debil. Adaś patrzy we mnie, oczy wytrzeszcza. Wiarę w wiedzę ojca niezachwianą mając. A ja pod zlew nagle się rzucam. Kubeł śmieci prawie pusty, jak brzytwę chwytając.

- Yyyy...

Wybełkotałem ręce bezradnie rozłożywszy i wybiegłem ze śmieciami zostawiając Adasia z rozdziawioną gębą. Posiedzę przy śmietniku aż żona Ania z pracy wróci. Choćbym do nocy miał tu siedzieć. Niech żony dopyta, doprecyzuje. Urodziła, to teraz niech tłumaczy jak. Było nie rodzić bez opamiętania. Ja malutki wkład miałem w to całe rozmnażanie. I w przenośni i dosłownie.

Malutki
Udostępnij