Spowiedź

- Do spowiedzi musisz iść skoro masz być chrzestnym

- Ehh, nie mogli innego kandydata znaleźć?

- Nie wykręcisz się

- A ta spowiedź to konieczna? Nie można udać świętego?

- A jak ksiądz o karteczki spyta w kościele i tylko ty nie będziesz miał?

W kościele ostatni raz to chyba na własnym chrzcie byłem, gościłem niewinnie. Nawet nie wiem, jak ta spowiedź się odbywa. Jakiż to ceremoniał słowno ruchowy trzeba odegrać, celebrować. Kiedy klęknąć, się żegnać w którą stronę? Czy pieśni zawodzić ze spuszczoną głową, czy  tylko szeptać o uczynkach nagannych wstydliwie? Czy wyłącznie wymieniać? Czy jakąś obietnicę złożyć, się ukorzyć?

- A jak to się spowiada, obnaża w tej spowiedzi?

- Normalnie, mówisz kiedy ostatni raz byłeś, jakie grzechy popełniłeś i że za wszystkie żałujesz i poprawę obiecujesz

- Ale ja nie za wszystkie żałuję...

- Oj, tak się mówi, to formułka taka

- Złe rzeczy same mówić? Nie można się pochwalić co dobrego zrobiłem?

- Dobre uczynki nieciekawe, nużące.

- Ale Boga, chyba lepsze strony natury naszej interesować powinny.

Cóż ksiądz Bogiem nie jest, bo tylko na zastępstwo wpadł, nadgodzinki. Słuchać ma chwalenia się, zanudzić? Grzechy dużo ciekawsze, pikantne. Lepiej się słucha o zdradach niż przeprowadzaniu staruszki przez drogę, nawet... ruchliwą. A jakież ja grzechy dźwigam na swych barkach umęczonych? Cóżem złego uczynił nieszczęsny? Jak złym barankiem jestem, baranem? Grzeszne myśli to mam ciągle, nieustannie. Czy podpadam tym w  niebie? Przecież są naturalne, seksualne. A o bliźnim sąsiedzie, że myślałem by na grabie nadepnął to mówić? Czy raczej głowy księdzu nie zawracać, zapełniać? Że kłamałem? Pewno się zdarzyło, przytrafiło raczej. Żonie na przykład mówiąc, że ładnie wygląda w tej zielonej sukience, w której nie wygląda wcale.

- A to darmowe jest takie spowiadanie, czy jakaś bramka jest i wrzutnik na monety?

- Darmowe jest i wrzutnik też jest

- To jak to?

- No tak to, że za darmo ale na ofiarę dać trzeba

- Dziwna ta ekonomia, gdzie darmo znaczy za srebrniki

A może ja tego ewenementu finansowego nie rozumiejąc, roztrząsając, kolejny grzech sobie przyprawiam? Może bardziej nierozumnie należy do tego podchodzić i świętszy się stawać o nic nie pytając.

- Na koniec ksiądz w czoło się popuka i to znaczy, że możesz iść do domu grzeszyć od nowa

- W czoło?

- W coś puka, odgłos głuchy jakby w coś pustego.

Żona Ania zażartować potrafi beztrosko. Nie wie niewiasta, że z tych żartów spowiadać się będzie musiała, gdy Ją ktoś na chrzestną wybierze, namierzy nieodwołalnie. Ale żart rozsądkiem podszyty. Bo gdybym ja na miejscu księdza siedział i tych głupot słuchał, to pewno też w czoło bym się stukał, zakołatał.

- Grzechów Krzysztof to ty masz co niemiara. W domu nic nie pomagasz.

- Że nie odkurzałem mam u spowiedzi mówić?

- Że żonie nie pomagasz a za innymi się oglądasz

- A ksiądz to się nie ogląda?

- Pewno ogląda i też się spowiada

Dziwne to trochę, niejasne. Jakbym na siłę grzesznikiem miał się stać przed spowiedzią, mianować. Normalne rzeczy grzechami ponazywać muszę, żeby oczekiwań spowiednika nie zawieść i nie przemilczeć spowiedzi niezręcznie.

- Że do kościoła nie chodzisz to też grzech

- A Kowalski chodzi co niedzielę a w pracy kradnie codziennie

- I po to spowiedź wymyślona

- Po to, żeby mógł kraść z sumieniem czystym?

Zrozumiały ceremoniał gadania bzdur o babach przez jednego faceta drugiemu facetowi. Codziennie to robię z kumplami rubasznie. Cóż trudnego to samo przy konfesjonale powtórzyć, poprzechwalać. Dam więc radę, sprostam bohatersko. Wstydu narobić rodzinie nie chcę, przysporzyć. Dlatego pójdę, świetlistą drogę do kościoła odnajdę skwapliwie. Powiem, że nie wiem gdzie się odkurzacz włącza i pralkę. I że nie chodzę na msze, nie zaglądam. Że w wyobraźni żonę nagą widzę nawet przy obiedzie, bigosie. I co ja tam jeszcze niegodziwego zrobiłem perfidnie? Przypomnę, wymyślę po drodze. Idę póki zapał święty hula w grzesznej duszy marnotrawnej. W kościele ludzi mało, właściwie tylko do spowiedzi rządek, ogonek. Czy pomodlić się przyszli czy po karteczki? Siadam na ławce na końcu i ciśnienie mi rośnie jak u dentysty. Przede mną same starsze panie, kobitki podeszłe emerytki. Zamyślone, zadumane, zmarszczone na amen. Mamroczące coś pod nosem, może grzechy wyuczone powtarzające a może modlące, nie chcę wiedzieć o co. Otyłe, pewno grzechami wypełnione. W troski odziane. Znam niektóre. Na co dzień  wszystkowiedzące, pouczające. Święte prawie, co robią ta tej ławie? Posuwam się do przodu podglądając ukradkiem jak mam się zachować gdy moja kolej nadejdzie, się ziści. Jedynym facetem w kościele jestem, dociera do mnie niespodzianie. Choć przecież ksiądz jeszcze jest facetem drugim, bo mimo ubioru mylnego to facet chyba... prawie. Moja kolej przychodzi, godzina wybija. Klękam jak poprzedniczki i co mówić nie wiem. Ksiądz ludzki, bo pomaga.

- Żonę synu zdradziłeś?

Synem zostałem, nieswojo się czuje ojca poznawszy znienacka. Lecz przywykam do tej adopcji, dyskutować o aktach urodzenia nie zamierzam. Zwłaszcza, że ksiądz o całkiem inne akty dopytuje wnikliwie. O te urodzenia poprzedzające, niegrzeczne.

- Mów synu jak na spowiedzi ile tych zdrad było

- Wcale, ach wcale, przysięgam z żalem

- Kłamstwo na spowiedzi to grzech śmiertelny. Obaj wiemy, że kłamiesz bo instynktu się zatrzymać nie da

Jak to nie da? A on sam z doświadczenia stwierdza, oznajmia? Obaj wiemy? Ja nie wiem, ja nie zdradzam żony bo ją mam. A on nie ma, więc nawet jak zdradza to nie zdradza. Ale co mnie on obchodzi, przerywam tok myśli niebezpieczny, po karteczkę przyszedłem, świstek.

- Myśli miałeś nieczyste?

- Ledwo przybrudzone...

- Źle życzyłeś komu?

- Tylko teściowej, ale to podobno nie grzech

- Do kościoła chodzisz?

- Nie, ale często obok przechodzę po drodze do pracy, to liczy się trochę?

- Obżarstwo?

Ksiądz trzy razy grubszy ode mnie, a mnie o obżarstwo pyta. Ledwo mieści się w tej budce drewnianej. Wypełnia ją całą kształt naczynia przyjmując.

- Pijaństwo?

Ja nie piję wcale, a on codziennie kielich wina wychyla. A może i autem potem jeździć musi, namaszczać z namaszczeniem. Pytał mnie jeszcze o takie grzechy, o jakich istnieniu nie wiedziałem wcale. Takie rzeczy wymieniał, recytował, że wstyd nawet słuchać było. I spowiadać by się należało z tego słuchania.

- Więcej grzechów nie żałuję, pamiętać obiecuję

- Zmówisz różaniec na pokutę

- A karteczkę dostanę? Bo mi na chrzest potrzebna

- A... zapomniałem karteczek, ale nikt przecież tego nie sprawdza

- Kurwa mać

- I jeszcze trzy zdrowaśki do tego różańca

Spowiedź
Udostępnij