Przedświąteczny supermarket

Stoję z zakupami świątecznymi w kolejce do kasy. Wiadomo, że wszystkie kolejki idą zawsze szybciej od tej w której stoimy. Za mną kilka osób. Nagle w kasie obok pojawia się ekspedientka i woła

  • Zapraszam do kasy numer trzy

Chcę przejść, ale pewno wiecie co się dzieje w takich chwilach. Wszyscy, którzy stali za mną rzucają się do wolnej kasy, mało im buty nie pospadają.

  • Przecież stałem przed nimi - pomyślał rozsądek
  • I co z tego tumanie - odparło doświadczenie - chamstwo, gdy jest powszechne staje się normą.

Jakiś dzieciak, który stał za mną wpycha się przede mnie w nowej kasie z miną cwaniaka. Za nim pędzi zdyszana mama.

  • Zająłeś Jasiu kolejkę, dobrze, dobrze

Jakie dobrze? Stałaś kobieto ze srajdkiem za mną a teraz uczysz dziecko, że to dobrze wcisnąć się bez kolejki? Jaki cudowny i sprytny, bo stał za panem a teraz stoi przed panem?

  • Jasiu ty to sobie w życiu poradzisz

Głaszcze mama Jasia po główce i wyładowuje towary przede mną niby nie wiedząc, że za mną powinna. No tak. Ją ktoś wychował, że trzeba być chamem to i swojej latorośli wpaja to samo. Do celu czy celi trop mu wskazuje? Poradzi sobie w życiu, bo się potrafi wepchać bez kolejki? Co za sukces życiowy matki z synem. To jest ta sławna polska świąteczna życzliwość? Zapewne przy stole Wigilijnym będą opowiadać, jak to wepchnęli się przed nieudacznika a ochom i achom nie będzie końca.

  • Oh, ten Twój Jasiu. Jaki zaradny, jaki sprytny, cała mamusia

W innej kolejce czuję rękę na plecach. Żadna babcia, normalna kobieta koło czterdziestki popycha mnie delikatnie w plecy. To nie komedia filmowa, to się dzieje naprawdę. Po cholerę to robi? Przecież nie przyśpieszę, bo ludzie przede mną. Odwracam się i gapię na nią. Chyba zrozumiała, bo zabrała rękę. Po chwili czuję koszyk na kręgosłupie. Sztura nim, jakby się chciała przebić przeze mnie. Ręką nie popycha, ale koszykiem to co innego. Jestem przezroczysty czy co? Zerkam po ludziach w innych kolejkach. Wzrok mają rozbiegany, wypatrują wolnej kasy, może się uda gdzieś wcisnąć, kogoś oszukać, udać, że się nie widziało. Gotowią się na zawołanie ekspedientki

  • Proszę do kasy numer trzy

I lecą na złamanie karku, kto pierwszy ten lepszy. Jakie po kolei? Po kolei jest dla frajerów. Ja szybciej, ja łokciem, ucz się Jasiu życia.

  • Ziutek kochanie, spróbuj tego winogronka, bo nie wiem, czy kupić. Próbuję i próbuję i jakoś smaku nie mogę złapać

I Ziutek pomaga w próbowaniu a i dziecku dadzą, niech też zaopiniuje i z całej kiści tylko badyl sterczy.

  • Eee, nie biorę, już mi się po tym odbija co zjadłam. Wiesz ja nie mogę za dużo tego winogrona zjeść.

Winogrona zeżarte. Trudno  znaleźć jakąś niepodskubaną gałązkę. Testerów smaku było już dziś trochę w sklepie.

  • Ziutek otwórz mi to pudełko z ryżem, przecież w ciemno nie będę kupowała. Narysują na opakowaniu taki ładny a w środku miazga. Otwórz, rozerwij, jak będzie dobry to przecież kupimy.

I Ziutek rozgląda się trwożnie na strony, czując podświadomie, że to nie ładnie, że nie wypada. Ale cóż robić, rozrywa. A że ciężko, to zębami szarpie. Sukces. Żonka zagląda do środka.

  • Fajny jest, możemy wziąć. Ej! Co ty robisz? Nie pchaj otwartej paczki do koszyka, bo się rozsypie. Nową weź.

Przed chwilą Jasiu szturchnął jogurt, który spadł z półki i rozlał wstydliwie. Ale jest mama obok. Na pewno obsługę zawoła, przeprosi, zapłaci. Nie! Rozglądnęła się z ulgą, że nikt nie widział i ciągnie Jasia za rękę w inne miejsce. Wychowuje. Jak nikt nie widzi to można. Za 1,50 zł sprzedaje swój matczyny autorytet.

Oto opowieść przedwigilijna z przeciętnego sklepu pełnego nadymanego świątecznego czaru. Ale to nie magia świąt, bo tak jest zawsze i w każdym sklepie. To się nazywa chamstwo a nie spryt... chyba. Wracam z zakupami do domu ucieszony, że mam za sobą to traumatyczne widzenie siebie w innych.  Żona Ania patrzy na mnie załamanym wzrokiem.

  • Miałeś kupić pierogi a nie uszka, zasuwaj jeszcze raz...
Przedświąteczny supermarket
Udostępnij