Na wypadek porażki

- Aniu jadę na trening

- Powodzenia

- Raczej słabo będzie, bo ręka mnie boli od rana, źle jakoś spałem chyba, na niej. Żeby nie ta ręka to bym chłopakom pokazał, jak się gra w squasha, a tak to wiesz...

Po drodze zajeżdżam po Romana. Już z daleka kręci głową i macha ręką zrezygnowany.

- Daj spokój Krzysztof, noga mnie napieprza drugi dzień. Może mi nie iść dzisiaj gra. Eeeh, żeby nie ta noga... taką miałem chęć wam dziś dowalić a tak to ledwo się poruszam.

- Wygrasz, wygrasz, bo mnie ręka boli od rana jak diabli i druga chyba zaczyna. Co ja bez rąk w squashu zdziałam. Eeeh... gdyby nie ta ręka... ki... ce... bo obie.

W szatni czeka już Marek, nie wygląda na uszczęśliwionego treningiem.

- Chłopaki, tak się na was szykowałem dziś a tu w robocie dostawę mieliśmy. Słaniam się na nogach. Taki jestem styrany, że dziś to mnie rozwalicie. Gdyby nie dostawa to bym wam wybił squasha z głowy. A tak to wiecie... rozumiecie...

- I tak wygrasz, bo moja ręka

- A moje nogi wszystkie, i to od wczoraj

Wchodzi Wiesiek z miną cierpiętniczą.

- Najgorsze to ból zęba. Nie pogram dziś na pełnych obrotach. Rwie mnie pół szczęki, mogę nie wygrać dziś przez te zęby. Żeby nie te zęby to tak.... Aaa. Stefan dzwoni spóźni się kilka minut. Mówi, że tak go żona wkurzyła, że roztrzęsiony jest cały i może nie grać najlepiej, ale to wyłącznie z winy żony.

Po treningu wracam styrany do domu. Wszyscy trochę wygrali trochę przegrali, jak zwykle. Żona Ania wita mnie smutno.

- Iwona dzwoniła, na kijki mnie ciągnie. Ale mówiła, że za szybko chodzić nie da chyba rady, bo całą noc nie spała. Normalnie by prawie biegła, ale taka niewyspana to może za mną nie nadążyć... wyłącznie przez to niewyspanie. Mówię jej, że nadąży, bo haluks natarłam, i że to ja ledwo dam radę iść. Oby mnie nieść nie musiała. Gdyby nie haluks to by kurz za mną tylko widziała a tak to...

- Wiesz Aniu, mama wczoraj dzwoniła. Umówiła się jutro na ten ich chór kościelny. Ale mówiła, że chyba słabiej będzie śpiewała, bo jakąś chrypkę ma od słodkiego i to tylko przez to. Ale że na szczęście nie tylko ona. Ciocia Halina też ma podobno nie śpiewać pełnym głosem, bo brzuch ją boli od żarcia żelek. Że, gdy jej przejdzie to pokaże, jak się śpiewa, ale dziś to marnie może być.

- Dobra człapię się na te kijki. Pamiętaj, że ojciec przyjdzie zaraz na szachy. Coś wspominał, że łeb mu pęka i raczej nie wierzy w dzisiejszy sukces, ale na pewno się odegra, gdy mu przejdzie.

Żona Ania z ociąganiem zakłada sportowe buty. Krzyczę jeszcze za nią

- Niech się ojciec nie martwi szachami. Ja się na squashu tak opiłem wody, że aż mnie wzdęło. Nie sądzę bym mógł się skupić. Co innego, gdyby nie wzdęło, wtedy bym pokazał...

Myślę, że zakończę w tym momencie pisanie. Wiem, że krótko, ale oczy mnie pieką od klikania na komórce. Gdyby nie te oczy to bym jeszcze napisał i to jak…    

Na wypadek porażki
Udostępnij