Na karuzeli życia

- Krzysztof. Ty jak zakręcisz butelkę to odkręcić nie można

- Bo Ty nie dokręcasz, gaz ulatniasz zgromadzony mozolnie

Bo nie dokręca. Wpół odkręcone odstawia. Potem pić muszę lurę bez bąbelka żadnego. Nie dosyć, że sama źle robi to i mnie do złego nakłania, nie zakręcania.

- I słoik, jak zakręcisz to na amen. Wołać Cię muszę, szukać

Słoika też nie dokręcić lubi, termin ważności skracając diametralnie. Niby sił nie ma, a prawdziwe przyczyny nieodkryte.

- Aniu po to zakrętka by zakręcić i kapsel by zakapslować. Dokręcić, przykręcić a nie poodkręcane i nie dokręcone pielęgnować.

- A deska w toalecie jest by ją opuszczać

Zawsze z deską wyjedzie. Nie ma dnia. Argument jedyny, nieprawdziwie zresztą spersonalizowany. Raz nie opuściłem, bo do drzwi ktoś dzwonił kluczem przekręconych mimo, że odkręcony być miały, dzień cały. Raz lat temu kilkanaście. I tyleż lat słyszę o tym przy byle okazji

- I Krzysztof światła nie gasisz, nie wyłączasz

- Bo wracam zaraz. I po ciemku wracam, bo Ty wyłączysz pod nosem

- Ponawłączasz to i powyłączać ktoś musi

Ponawłączasz! Słyszał kto wyraz taki? I wodę, jak do wanny odkręci to zawsze za gorącą puści i zimnej dopuszczać muszę. I nie zakręci aż przelewać się będzie otworem. A jak ja Jej puszczam, to że ciepła nie dopuszczona krzyczy. I że mało, za szybko dokręcona, i odkręci do przelania znowu.

- I telewizor mi ściszasz i w radiu gałką przekręcasz. Co ja głośniej Ty ciszej

- Bo wali i dudni, ogłuchnąć można. Podkręcasz ponad miarę to i odkręcać muszę

Nie raz jeden walka się toczy bezdźwięczna, choć dźwiękowa przy telewizorze. Cierpię katusze, po kryjomu podgłaśniać muszę. Jak nie patrzy wyczekać i o jedną kreseczkę bezszelestnie podwyższyć potencjometr. Potem znów o kreskę. A jak to toalety wyjdę, gdzie deskę zawsze opuszczam. To po powrocie ściszone, że nie słychać nic prawie. A Ona niby w laptop wpatrzona, pretensją zdziwiona. Pilot na miejscu leży, jak leżał nietykalny. Ale ciszej ściszone, to samo się ściszyć miało? Zadziało? I znowu wyczekać muszę zapomnienia żony Ani, zamyślenia. I o kreskę do góry i kolejną. Ale, jak z kanapką wracam, słuch wytężać już trzeba, z kawałkiem chleba. Z pilotem wychodzić zacząłem to pokrętłem ściszała. I tak oglądamy telewizję oboje udając, że zgłaśniamy ściszając. Że cuda z głosem same się dzieją raz w tę raz we w tę stronę, taką mam Anię żonę.

- Aniu zimno mi znowu. Kręciłaś na piecu

- Bo za gorąco, za mocno podkręcone

Kiedy to robi, nie wiem. Nigdy nie widzę, jak pokrętłem kręci. Czai się, czyha za rogiem, mieszkam z wrogiem. A gdy wzrok mój na coś innego pada, temperatura przepada. Więc i ja momentu wyczekuję, by cieplej zrobić. Każdy techniki ma własne by po kryjomu walczyć z pokrętłem na piecu. Podkręcić, zakręcić a potem z miną niewinną udawać, że nas w ogóle w pobliżu nie było.

- Nie gorąco a ciepło, po to podkręcam, żeby podkręcone było

- A ja odkręcam, żeby odkręcone, schłodzone

I okno otwiera ciągle, gdy ja zamykam. Co przyjdę to otwarte. Co wyjdzie to zamknę. I zawsze odwrotnie wszystko zrobić się stara młoda.

- Drzwi na klucz Aniu nie zamykaj. Jak kto puka to tylko „Proszę” krzyknąć starczy. Wstawać, otwierać nie trzeba

I jak ja przekręcę kluczem to Ona odkręcić musi. I mi jeszcze kręci, że nie kręci. To ja znowu przekręcam i światło zapalę. To ona okno otworzy, głos ściszy i drzwi zakluczy. Ja butelkę dokręcę i cieplej zrobię na piecu, to Ona w tym czasie poodkręca co zakręciłem i odkręcone pozakręca. Po latach to i mówić o tym przestaliśmy, tylko kręcimy pokrętnie w milczeniu, każdy odwrotnie do każdego. I tak czas nam małżeński płynie. Choć też nie tradycyjnie. Ponieważ ja zegar pięć minut do przodu nastawiam bo późni, a ona przestawia do tyłu bo nadgoni. I nikt nie wie nigdy która godzina wybiła. Nudy nie ma ni chwili, bo zawsze coś przekręcić trzeba niedokręconego. Coś zamknąć co otwarte niepostrzeżenie. I tak, można by rzec… Jakoś się kręci

Na karuzeli życia
Udostępnij