Mamuśka

Mama żyje wirtualną wizją mnie. Bo ja inny byłem całkiem w  dzieciństwie niż w jej wizjach rozrzutnie roztaczanych. Zawsze na  imprezach się rozwija i wspomnienia wyłuszcza. I o mnie zawsze, jakby  innych tematów nie miała. I nie o tym mówi, że jej zakupy nosiłem, czy posprzątać pomagałem. Zgoła inne wspomnienia w głowie Jej utkwiły.

- Mój Krzysio, jak był malutki to strasznie małego siuraczka miał

Tego typu odkrywcze wspominki przy stole wigilijnym nie należą do rzadkości. Zwłaszcza, że żona Ania lubi podchwycić półszeptem.

- I niewiele się zmieniło

Półszept to takie coś, jak szept tylko taki, żeby wszyscy słyszeli.  Cóż, żona wiadomo wróg. Ale własna matka? Skąd Ona te wszystkie sensacje  bierze? Nigdy Krzysztof na mnie nie powie. Czasem Krzysio. A zazwyczaj  Sisiu mówi. Dacie wiarę? Że to niby miłe zdrobnienie. A za mną cała  ulica potem tak wołała. No i autorytet zrujnowany. I tak toczy wspomnienia przy gościach aż wujek Zenek przysypia z otwartymi ustami. Zawsze chciałem mu coś do nich wrzucić. Choćby oliwkę.

- Za moim Sisiem to wszystkie dziewczynki biegały. Tak im się Sisiu podobał.

Czujecie te dwuznaczności? Zresztą ani za jednym sisiem ani za drugim nikt nie latał. Na podwórku byłem uważany za brzydala. Karakana z krzywymi nogami i wielkim nosem.

- Śliczne dziecko z niego było

Z taką miną to opowiada, że pod stół bym się chętnie schował. Zwłaszcza, że wiem, iż o berecie zaraz będzie.

- W różowym bereciku wyglądał jak aniołek. Berecik sama na szydełku zrobiłam. Tak go lubił... Ale zgubił gdzieś.

Nie zgubiłem tylko wypieprzyłem do rzeki. W szkole to nawet nauczyciele się z niego śmiali.

- A razu pewnego Sisiu siedział na dywanie i bawił klockami. I przyszła Stasia sąsiadka, już nie żyje. A Sisiu patrzy na nią i mówi - Ale pani ma grubą dupę - ha, ha ha.

I kona ze śmiechu. A i reszta przy stole udaje, że się śmieje, żeby przykrości mamie nie robić. Jedynie  wujek Zenek szczerze się krztusił. Potem się jednak okazało, że nie ze śmiechu, tylko oliwką się zadławił. Po cóż drążyć te moje dni  młodzieńcze, dzień po dniu przerabiać. A w ogóle, to nie do sąsiadki  wtedy mówiłem tylko do mamy. Ale co, prostować teraz mam? Tłumaczyć kto najgrubszy tyłek na osiedlu nosił?

- Mamo tu nikogo nie interesuje moje dzieciństwo. Zresztą mówiłaś już wszystko w poprzednim roku. I poprzednim.

Ale moje prośby na nic się zdają. Mama musi swoje wygłosić. Jak to w rajtuzach pocerowanych latałem. Inne dzieci w dziurawych a tylko ja w  pocerowanych. Autopromocja taka. Za Zorro jak się przebierałem w przedszkolu. Jak najlepszą szklankę zbiłem w kuchni. Nawet dokładną datę  zna. Potem szkoła. Zepsute kanapki w teczce. I że system edukacji mnie nie doceniał i cała reszta dzieciństwa bez znaczenia. W większości w Jej wyobraźni przekolorowana. Tym ma pamięć zawaloną. A jak się radio włącza nie pamięta i dzwoni od siedmiu lat, gdy chce włączyć. Dwa klawisze są i przez siedem lat nie zapamiętała który. Ale długość mojego siuraka w przedszkolu poda co do milimetra. Taka hierarchia ważności mamusi. Ciekawe co Ona swoim znajomym opowiada. Takie mam wrażenie, że potem pół miasta dziwnie na mnie patrzy.

- Nigdy mamy nie słuchałeś. I dalej nie słuchasz. Mówiłam nie liż walka bo łysy będziesz

- Mówiłaś, że żonę będę miał łysą

- No wiesz?... Sisiu zawsze wszystko przekręcał, mylił. Nigdy go po nic wysłać nie było można....

- Mamo....

- Tak było, niech wiedzą. A wiecie, że jeszcze w podstawówce w łóżko sikał. Aniu nie sika już?

- Mamo ja mam 50 lat

Jak ma przyjść do nas mamusia to rozstroju żołądka dostaję. Jeśli sama przyjdzie to niech sobie wspomina. Ale wtedy nie wspomina. Tylko, jak dom pełen ludzi. Taką potrzebę podświadomą widowni widać posiada.

- A opowiadałam wam kiedyś, jak się mój Krzysio na wycieczce zesrał?

Takie ma hity w zanadrzu, obwieszcza. A ja kompletnie połowy nie pamiętam, albo nie znam, bo i miejsca nie miały. Pewno z serialami Jej się plączę, ogląda je w kółko. I trochę o mnie opowiada, a trochę o jakimś bachorze z  telewizora.

- Aniu przyniosłam w słoiku krupniku, zagrzej mężowi. Strasznie lubi.

A nie cierpię. Całe dzieciństwo ten krupnik żarłem. Po nocach mi się śnił. Nienawidzę tego cholernego krupniku.

- Zagrzej mu, zagrzej. Ja poczekam popatrzę, jak się zajada.

Żona Ania pęka ze śmiechu pod nosem i grzeje czym prędzej. A potem obserwuje, jak koszmar z dzieciństwa repetuję. I jeszcze wkręca mnie do  reszty, tym swoim żartem nieśmiesznym.

- Niech mama częściej mu krupnik przynosi. On z rozrzewnieniem wspomina ten smak. I mnie zawsze mówi, że nikt tak nie gotuje jak mama.

I pochłaniam te słoiki. I wyrwać się z maminej stołówki nie mogę.

- Mój Sisiu poza mamusią świata nie widział. Za spódnicą latał. Tylko mama i mama. Nigdy nie pił, nie palił.

Dobrze, że przynajmniej tego nie pamięta. A i ja słabo. Mogłaby zauważyć kiedyś, że już dorosły jestem i dzieci mam własne. Ja na pewno dla nich taki upierdliwy nie będę. Wstydu im oszczędzę swoim wspomnieniowym przynudzaniem. Wigilia skrzy się romantycznie. Przy stole mnóstwo osób. Żona Ania, teściowie, mama, syn Adaś. Aż się chce ich wszystkich uściskać. A przynajmniej im coś opowiem.

- Opowiadałem Wam jak mój synuś Adaś kiedyś się na wycieczce zesrał?

Mamuśka
Udostępnij