Lekka nadwaga

Odchudzanie u kobiet to stan permanentny. Jak oddychanie, organizm oddycha czy człowiek chce czy nie. Moja żona Ania odchudza się odkąd Ją znam aż do dziś i nie sądzę by jutro miało się coś zmienić. Odchudza się codziennie od rana do nocy a nawet jak śpi. Dzwonię z pracy do domu:

  • Aniu robisz dziś jakiś obiad ?

Temat drażliwy, pytam o obiad nie bez obaw. I zazwyczaj moje obawy okazują się słuszne.

  • To ty po to dzwonisz? To się musiałeś pomylić z numerem. Ty nie dodzwoniłeś się do restauracji tylko do domu a ja to nie kocmołuch z kuchni tylko twoja żona. Jak chcesz mnie gdzieś na obiad zaprosić to chyba inaczej się robi.

  • Tak, tak, miałem Cię zaprosić, tylko się upewniam czy czegoś nie gotowałaś. Nie chciałem Twojej pracy marnować, ale jak nie gotowałaś to oczywiście zapraszam na rybkę gdzieś.

  • Nigdzie nie jadę, ja po każdej rybce mam dwa kilo więcej. Wiesz przecież, że się odchudzam.

  • Coś słyszałem. Ale wydawało mi się, że to Ty się odchudzasz a nie my razem...

  • Wiedziałam, że tylko o sobie myślisz. Inni mężowie to wspierają żony, nie żrą przy nich, choć tyle mógłbyś zrobić.

Znowu ci "inni mężowie". Ciekawe co to za jedni, że jeszcze żadnego nie spotkałem. Pewno ja też jestem "innym mężem" dla jakiejś żony. To co mam teraz przestać jeść?

  • To ja może sam skoczę gdzieś coś przegryzę....

  • Nie masz innych tematów? Specjalnie to robisz?

  • Że jem Ci na złość? Ależ nie kochanie, ja tylko tak... z głodu...

Kiedyś paliłem po kryjomu, teraz jem po kątach. W sumie współczuję żonie tego wiecznego odchudzania ale i nie bardzo rozumiem bo przecież chuda jest.

  • Tak, tak, chyba na twoim tle.

  • Naprawdę jesteś chuda, to ile Ty chcesz ważyć? Nic?

  • Pieprzysz trzy po trzy, toporne te twoje komplementy. Od razu widać, że nieszczere. W połowę sukienek nie wchodzę taka chuda jestem. Mam sporą nadwagę nad standardową nadwagą.

  • Bo w praniu się skurczyły może...

  • Krzysztof, nie kompromituj się już. Oboje wiemy, jak jest. W zeszłe wakacje pamiętasz? Jak przy gościach wrzasnąłeś żebym nie siadała na krzesło bo strzeli pode mną?

  • Ale tłumaczyłem Ci, że noga była pęknięta pod każdym by trzasło, nawet pod dzieckiem by trzasło…

  • Ale tego już nie wrzasnąłeś, tylko że pode mną trzaśnie.

  • Ile Ty lat będziesz to wyciągać...

  • Myślałem, że się spalę ze wstydu...

I następuje kolejne rozpamiętywanie tej sytuacji ze szczegółami. Że jej się nie znudzi w kółko wywlekać to samo. A najlepszy jest tekst:

  • A Ty myślisz, że dla kogo ja się tak odchudzam? Dla siebie?

Pewno nie dla siebie tylko dla koleżanek. Każdy facet wie, że najgorszym wrogiem kobiety jest druga kobieta.

  • Dla ciebie się odchudzam Krzysztof, dla ciebie...

  • To ja rezygnuję, zrzekam się. Możesz od dziś przestać. Daję Ci wolne.

  • Pieprzysz, nie widziałam żebyś się kiedyś za grubymi oglądał.

Jem na mieście, nawet śliny staram się w domu nie połykać, żeby się Ani z jedzeniem nie kojarzyło.

  • A wiesz Aniu, jak się najszybciej odchudzić?

  • No mów, czytałeś coś, jak, jak?...

  • Nogę sobie odrąbać.

Nie odzywała się kilka dni. Teraz wiem, że z pewnych rzeczy nie można żartować.

  • Mówiłam Ci, nie kupuj tych cukierków Bo ja to wszystko zeżrę. Przełącz program, nie widzisz że o gotowaniu jest?

  • Co Ty taka zaczepna jesteś?

  • Rano zjadłam pół pączka i teraz muszę na kijkach przejść dziesięć kilometrów.

Faktycznie chodzi z kijami. A jak wróci to od razu do lodówki. Co się dziwić skoro od rana na kawałku pączka ciągnie.

  • No dzisiaj zrobiłam kilkanaście kilometrów to mam prawo coś zjeść

I gapi się na mnie tak, jakbym to ja jej zakazywał jedzenia i musiała się tłumaczyć. A waży się tylko w przedpokoju. Zabić się można o tą wagę ale podobno w innych miejscach źle waży. Tylko w przedpokoju nie zawyża. Podobno przez twardość podłogi. To taka druga teoria względności. W dodatku to już trzecia waga. Poprzednie źle ważyły a i nad tą w przedpokoju żona Ania zaczęła ostatnio cmoktać z niezadowoleniem.

  • Krzysztof, a jak bateria jest stara to na wadze dodaje czy ujmuje?

Pojechaliśmy kiedyś na wycieczkę rowerową. Ania miała te ciężkie dni w które jadła coś bez przerwy.

  • Bo trzeba jeść mało ale często.

Tyle, że żona Ania tylko wyraz „często” potraktowała poważnie. Co pół godziny wcinała jakieś liście. Gdybym ja zeżarł taki worek kapusty, to bym pękł. I jeszcze gofra wcina.

  • Raz nie znaczy zawsze.

Takie ma powiedzonko. Wracamy z tej przejedzonej wycieczki rowerowej, a Ona od razu na wagę.

  • Dwa kilo przybyło! Jak?! Przecież ten gofr nie ważył dwa kilo!

W sumie cała ta matematyka to na bardzo wątłych nogach stoi. Jakim cudem zgadza się rachunek, gdzie po wprowadzeniu do organizmu 100 gram czekolady, ten przybiera na wadze kilogram? Tu się nic nie zgadza.

  • A dwa worki liści?

  • To sałatki dietetyczne były, nie tuczące.

  • Jak nie gofr i nie zielsko, to pozostaje tylko, że… jazda na rowerze tuczy.

Wieczorem siedzi na kanapie i chlipie. Łzy lecą po policzkach, oczy rozmazane.

  • Po co ja tyle jadłam, aż mi niedobrze. Jak się dopadłam, aż wstyd. Nie mogłeś mi coś powiedzieć? Delikatnie uwagę zwrócić?

  • Wiem, wiem. Inni mężowie i tak dalej…

  • Co to za życie, jak cały czas trzeba się pilnować, ograniczać, jaka przyjemność z życia, udręka tylko.

Ryczy już pełnym głosem. Przytulam ją bez słowa, głaszczę po głowie. Patrzy na mnie tymi wielkimi mokrymi oczami, chyba mi teraz powie, że mnie kocha…

  • ...a Baśka to schudła siedem kilo w jeden miesiąc…

Beczy tak co jakiś czas, potem się spina. Mniej je, ćwiczy i chudnie. Potem znowu je, waży i płacze. I znowu się spina, ćwiczy, chudnie, je tyje, chudnie, tyje, chudnie tyje I tak w kółku… jak z oddychaniem.

Lekka nadwaga
Udostępnij