Czułe słówka

Dzień pełen pracy i innych zajęć. Zagonieni, wciąż spóźnieni. Znowu  udało się dotrwać do wieczora. Małżeńskie łoże. Obok żona Ania.  Przygaszone światło. Robi się romantycznie. Uwielbiam te nasze  wieczorne, intymne rozmowy. Wtedy najbardziej czuję, że jesteśmy  idealnie dobranym małżeństwem. Żona Ania rozchyla zmysłowo usta i  zaczyna się z nich sączyć balsam dla moich strudzonych całodniowym  harmidrem uszu...

- Krzysztof, zdrowie mam zrujnowane. Znowu dziś nie zasnę całą noc.

Wiadomo, że za chwilę chrapać będzie wytrwale. Komu ten kit żeni co  wieczór cyklicznie? Mnie po 20 latach małżeństwa? Ale niech Jej będzie.  Bo kto wysłucha, współczucie okaże, jak nie mąż ukochany.

- Mnie to mówisz? Ja od tygodnia nie sypiam

- Co ty Krzysztof mówisz. Zaraz chrapać będziesz. A mnie zatyka, oddychać nie mam czym bo okna pozamykane

- A ja z zimna nie śpię bo wszystkie pootwierane. Ciekawe, kiedy Ty je otwierasz

- Jak śpisz

Jak śpię, kiedy nie śpię. Łeb pęka od spraw, jak spać? Tej to wszystko  łatwo przychodzi, zdrowa, szczęśliwa. Praca nie męcząca, mąż cudowny.

- I ta noga mi Krzysztof, ciągnie, drętwieje

- Twoja noga to nic do moich pleców. Już nie wiem, jak się ułożyć.

- Jakoś się ułożyłeś, a ja do rana będę się wierciła obolała

- I ta zgaga u mnie, albo to i zawał. Nie wiem, czy ja rano oczy otworzę

- Tobie się oczy otworzą, jak mnie się zamkną. Do pracy to się chyba na czworaka dowlokę rano

A cóż to za praca. Ja to mam pracę ciężką. Jednego dnia by nie  wytrzymała. Aktorką zostać powinna. Wybałusza gały,  jakby umierać  miała. A sapie a stęka, że ledwo Ją przebić moim stękaniem mogę. Nie daj  Boże uwierzy, że bardziej chora ode mnie jest, się stała.

- A mnie głowa boli, strasznie boli. Och jak boli! I ramię rwie, wyrywa, ogniem pali

- Nie drzyj się tak po nocy. Nie taki ty chory, jak drzeć się możesz. Ja słowa wykrztusić nie jestem w stanie. Jeno westchnąć

No, tak wzdycha, że w całym domu echo idzie. Aż mojego wrzasku w tym  wdychaniu nie słychać. I chusteczkami do nosa się obłoży dokoła ale  smarkać zapomina. Taka jej choroba. Co innego u mnie.

- U mnie z nosa to i krew pójdzie czasem.

- A kiedy tobie Krzysztof z nosa krew szła?

- Nie mówiłem, że szła. Tylko, że pójdzie. Słuchaj wyraźnie

- Wiesz, że słuch tracę

Stary chwyt ze słuchem, że słyszy co chce tylko. Co nie chce, nie dociera, ściszone do zera.

- Brzuch! Mój brzuch! Aniu nawet nie zdajesz sobie sprawy jak boli straszliwie. Zatwardzenie na okrągło, kwadratowo raczej.

- Rozwolnienie bez przerwy, latać muszę tam i z powrotem, na bose nogi. To i przeziębienie przyszło. Słyszysz, jak charczę?

Ano charczy. Ale nie z choroby, tylko od tego pieprzenia od rana do  nocy. Gęba Jej się nie zamyka, zrób to, zrób tamto. A ja jedną nogą w  grobie.

- Gardło, jakbym ognie rozżarzone przełykał nie ślinę, co za ból. Aniu masz na gardło jeszcze te pastylki?

- Mam, ale gdzie nie pamiętam. Pamięć tracę. Zapominam wszystko. Dobrze, że mocz trzymam jeszcze jakoś. Chyba.

- W uszach pisk, piszczy bez przerwy, świdruje. Pewno ciśnienie wariuje. Leków nie nadążę kupować.

- U mnie szum, jakby telewizor bez obrazu.

- U mnie skroń pulsuje, widać żyłę?

- Nic nie widzę. W oczach wszystko skacze, rozedrgane, niewyraźne, zamglone.

- U mnie nie skacze. Ciemność kompletna. Ślepnę jak nic

Słabe te jej choroby, zawsze Ją przebiję. Choć trzeba przyznać, że się  stara młoda. Uczy. A talent ma. Ale gdzie Jej chorobom do moich.

-  Wiesz Aniu, że ja się jakoś bujam ostatnio gdy leżę? Garb mi rośnie czy  jaka cholera. Albo piętami dotykam, albo głową. Naraz nie dotykam.

- Palców zwyrodnienie. Pilota wcisnąć nie mogą. I gorączka, nagłe gorąca uderzenia. I w sercu jakby szmery słychać

Myszy słychać a nie serce. Ale nie powiem o myszach, bo się boi i  jeszcze na prawdziwy zawał zejdzie. A ja z trupem spać całą noc będę.  Zbyt obrzydliwy na to jestem.

- A dziś zęby jeszcze bolą, nie  wytrzymam do rana. Wiesz Aniu co to ból zęba? Nic gorszego nie ma. No  może poza moją przepukliną. Co ją od tego dźwigania dostałem co mi  kazałaś.

- Włosy w grzebieniu całymi pękami zostają, jak po  jakiejś chemii. Łysa będę zaraz. I wory pod oczami. Ja już w lustro nie  patrzę ze strachu. Czy tak wygląda zdrowy człowiek?

- Ja do lustra to nie dojdę nawet. A muszę, bo sikam po dwie krople co pięć minut. I dreszcze... jeszcze

- Ja się pocę. Koszmary mam. Budzę się przerażona i mokra. I ciebie widzę i dociera, że ten koszmar to nie sen wcale.

- A mnie rzygać się chce, niedobrze mi, mdli. Mimo, że plecami odwróceni leżymy

- Mnie nie mdli, bo nic przełknąć nie mogę. A tyję. A może puchnę raczej. Nie dopinam ubrań a i guma w majtkach za krótka.

- Mi nie staje wcale. A jak stanie to trzy dni stoi. I tak chodzę w  dresach, sterczenie ukrywam. Wcale to nie śmieszne. A i dupa boli, to i  wyginam się, jakbym się zesrał. Normalnie już nie wiem, którą stronę  zakrywać. Psychicznie się wykończę

- Mnie najpierw wykończysz. Tyle bólu w jeden dzień, tyle udręki... Śpijmy już, lepiej

Uśmiecham się do żony Ani grymasem umierającego. A i Ona zdaje się  mrugać do mnie z wykrzywionej w pałąk od cierpienia twarzy. Czujemy  oboje, że jesteśmy już wystarczająco chorzy aby zasnąć snem  sprawiedliwego... Tylko cholera, kto bardziej...

Czułe słówka
Udostępnij