Remoncik

REMONCIK

- Krzysiu...

Żona Ania wyartykuowała me imię miło, subtelnie, z uczuciem wręcz. Niezwykle to podejrzane. W takich momentach z automatu zwiększam czujność.

- Coś chcesz

- Ja?

Odparła zdziwiona. Oskara godna kilka razy dziennie. Nigdy Krzysiu nie mówi ot tak. Knuje coś. Zawsze za zdrobnieniem plan się kryje tajemny i wysiłek niedrobny.

- No tak miło zagaiłaś

- Normalnie. Inaczej kiedyś mówiłam?...

- Zawsze

- Oj, Krzysiu kochany...

- No teraz już jestem pewien, że coś chcesz. Ostatnio tak mówiłaś w poprzednim roku przed remontem łazienki. Mów co chcesz remontować.

- Nic. Wcale o remoncie nie myślałam...

Zdziwiona tak, że kolejny Oskar przyznany. Oczy rozszerzone, brwi na plecach prawie. I ciągnie tym swoim niewinnym głosikiem

- Ale, jak już tak wspomniałeś o remontach. To faktycznie muszę Ci przyznać rację. Tą ścianę można poprawić. Cegiełki przykleić, zafugować, odfajkować. No masz rację.

Nie dyskutuję. Nie walczę. Przegrana pewna. Grę podtrzymuję, że to niby mój pomysł. Bohaterem we własnym domu znów zostać pora. Podziwu godnym mężem wszystkorobiącym. Czasem coś zrobić muszę, abym potem opowiadać mógł latami na wszelkich rodzinnych spotkaniach. Dobrze, że kupiłem profesjonalny pas na narzędzia. Może i nieporęczny, ale wrażenie robi.

- Aniu, gdzie masz wiertarkę?

- Ja mam? Mnie, pytasz? Pewno w garażu.

- Idź zobacz, bo ja na drabinie stoję

Patrzy na mnie, jakbym po japońsku mówił. Jak już wlazłem na drabinę, to nie będę złaził. Do garażu raptem dokoła domu i tylko lekko pada. Przewietrzy się. Ja mam wszystko robić? Zła, Ale idzie. Nie rozumie, że po drabinie skakać niełatwo.

- Aniu podaj poziomnicę

- Ale ja gotuję teraz...

- To mam robić czy nie? Na drabinie stoję

- Jak to jest, że jak ty coś remontujesz, to ja na nic czasu nie mam. Mam wszystko rzucać i lecieć po poziomnicę, bo ty trzech stopni drabiny pokonać nie możesz?

Nie wyrabia się. Śpi w nocy, to się Jej zbiera. Tak pomaga. Akurat gotować teraz musi. A to prać, a to odkurzać. Same wymówki, żeby robić tylko to co lubi. Ale poziomnicę podać to wojna od razu.

- Aniu masz ołówek jakiś

- Długopis

- Ołówka nie nasz?

- A Ty masz pietruszkę? Bo do zupy potrzebuję

To złośliwość taka. Nauczka dla mnie. Że niby Ona mnie o nic nie prosi, jak coś robi. Aluzję zrozumiałem. Ale ścianę to ja przecież dla Niej robię. A Ona zupę dla... zły przykład.

- Aniu, równo jest?

- Krzywo!

- Jak krzywo, jak poziomnica mówi, że prosto

- To po co pytasz?

- Żebyś powiedziała, że równo

- Ale krzywo

Boże, jakie te kobiety uparte. Krzywo i nie ustąpi. I będzie w kółko powtarzać. A co ja krzywiznę ziemi zlikwiduję?

- Bo krzywo patrzysz, głowę przekrzywiasz. Sufit krzywy to Ci się wydaje, że i cegiełki krzywo idą.

Bo specjalnie łeb skrzywiła, żeby nie pochwalić, opieprzyć, sponiewierać. Proste krzywo widzi. Tak doceni. Pieprznę to zaraz w kąt, sama niech se robi prosto.

- Aniu teraz popatrz

- Ale ja gotuję

- Popatrz tylko, bo ja z drabiny nie widzę

- Ty cały remont nie masz zamiaru zejść z drabiny?

- Patrz, czy prosto.

- Krzywo Krzysiek

No tak. Już Krzysiu przez gardło nie przejdzie. Jaka odmiana. Teraz już Krzysiek. I głos inny, z pretensją. Niech jeszcze podskakuje, to sama będzie cegły lepić.

- Nie da się inaczej, poziomnica krzywa i cegły krzywe. Nie znasz się w ogóle na poziomach

Wszystkie ściany ze skosa idą, a tą jedną prosto mam zrobić. Ciekawe jak. Nie zna się a wymagania ma. Sama niech robi. Ale jak nie wyprostuję, to będzie paluchem do końca życia pokazywać. I koleżankom wszystkim oznajmiać, jak to w tym miejscu spartolone.

- Aniu, taki kolor? Chodź zobacz, bo potem będzie, że zła fuga

- Pranie wieszam

Zawsze wymówkę znajdzie. Co, ścianę mam jej zanieść? Raz jeden przyjść popatrzeć nie może? Wysiłek taki? Wszystko sam musze robić. Na mojej głowie wszystko.

- Krzysztof, ty jak coś robisz, to ja muszę latać zawsze wokół tej cholernej drabiny, że nic innego zrobić nie mogę

- Na chwilę chodź zerknij

- No jestem. Boże taki czarny?

- Szara fuga nie czarna

- Ale czarna

- Bo mokra, wyschnie to będzie szara

- I krzywo dalej

- Bo świeże. Zwiąże to siądzie

- I spływa…

- Wyschnie to stanie

- Skoro wszystko będzie inaczej niż teraz widać, to po co mam patrzeć?

I ucieka. Nie postoi, nie popatrzy, jak mąż się męczy. Drabiny nie przytrzyma. Nie popodziwia. Zerknie, skrytykuje i pójdzie. Niby tyle zajęć ma.

- Aniu, trzeba do sklepu skoczyć po kołki szóstki

- Możesz wychodzić z domu bez pytania

- To ja mam jechać?!?

No, tak. Jak będę co pięć minut do sklepu jeździł, to rok będę tą ścianę robił. Mnie to goni na zakupy z karteczką. Ale kołek kupić to już wyłącznie męski obowiązek.

- I szpachelkę kup do fugi, tylko ósemkę. I piwo, żebyś nie musiała dwa razy latać

Kurde zapomniałem jej o gniazdku powiedzieć. Skoczy jeszcze raz, co ma do roboty. Ja to remont robię, a Ona? I na pewno kołki złe kupi. Musze poczekać z robotą, aż wróci. Chyba należy mi się odsapnąć przez chwilę.

- Aniu a za kanapą też dawać cegiełki?

- No przecież ona nie będzie tu wiecznie stała.

Fakt. W ciągu dwóch lat już ją w trzy miejsca targałem.

- Gdzie młotek, miałem tu młotek. Aniu!!!

- Nie wiem Krzysztof. Ja wiem, gdzie mam wałek, bo makaron robię właśnie. Zobacz pod drabiną, może spadł. Zleź chodź raz dziennie z tej drabiny, to i kalorie zrzucisz. Bo i drabina pod tobą aż trzeszczy

Sama najwięcej trzeszczy. Żadnej pomocy przy remoncie. Nie domyśli się co podać i kiedy. Muszę wołać za każdym razem i tłumaczyć. Domyślności żadnej. A czasem to nawet po dwa razy muszę wołać

- Aniu podaj szpachelkę.

- Aniu przytrzymaj tu.

- Aniu kup gips

- Aniu przynieś pacę

- Aniu wynieś te kawałki.

I udało się. Sam zrobiłem. Spora satysfakcja tak coś w pojedynkę, samemu zrobić. Gdzie Ona drugiego takiego męża znajdzie.

- Aniu skończyłem, posprzątasz? To byś miała jakiś wkład w ten remont.

Remoncik
Udostępnij